Nauka i religia wobec zjawisk świata

Gdy naukowiec odkryje jakieś ważne zjawisko, zasadę lub prawdę dotyczącą praw przyrody, może liczyć nie tylko na pełne uznanie swego środowiska, ale także na pozytywną reakcję swoich konkurentów. Szczególnie dzieje się tak, gdy wyniki jego badań potwierdzą inni naukowcy. Najczęściej wszyscy cieszą się z nowego odkrycia i gratulują odkrywcy.

Niestety w dziedzinie religii sytuacja jest zupełnie inna. W świecie, w którym najczęściej dominują chrześcijanie, muzułmanie, buddyści czy judaiści, wszelkie innowacje wywołują wrogość. Na przykład hierarchowie judaizmu zwalczali proroków, którzy odkrywali pewne tajemnice świata duchowego i próbowali przekazywać je ludziom. Tak też było z samym Jezusem, który przekazywał naukę o Ojcu Niebieskim i wyjaśniał rolę Syna Bożego w zbawieniu świata. Również muzułmanie prześladowali swoich własnych duchownych, którzy pragnęli dostosowywać zrozumienie Koranu do aktywności następnych pokoleń po Mahomecie. W kolejnych wiekach chrześcijańscy hierarchowie prześladowali wielu myślicieli, którzy inaczej rozumieli nauki Jezusa i Jego osobowość. Palono na stosach i mordowano tych, którzy ośmielili się tworzyć nowe zrozumienie Starego i Nowego Testamentu, także uczonych, którzy prezentowali odkrycia naukowe dotyczące zjawisk we wszechświecie i lekarzy, którzy rozwijali nowe metody leczenia w okresie poprzedzającym obecne czasy. Prześladowali też swoich duchownych i wyznawców, którzy mieli inne zdanie niż hierarchowie. Nazywano ich odszczepieńcami, heretykami i wrogami kościoła. Większość działań prowadzących do odnowy wartości chrześcijańskich lub ich zgodności z rozwojem cywilizacyjnym uznawano za schizmę lub herezję. Widać z tego, że działano odwrotnie niż miało to miejsce w przypadku rozwoju nauki. Warto teraz zastanowić się, dlaczego tak było.

Przy prostym zrozumieniu tych faktów można łatwo wysnuć wniosek, że hierarchowie różnych religii przekładają władzę nad ludźmi i trwanie na własnej pozycji nad dobrem swoich wiernych. Nie interesuje ich zatem, że cała ludzkość dokonuje ogromnego wysiłku w znajdowaniu lepszych rozwiązań dla swych codziennych spraw. Ludzka wola poprawy swego bytu bywa zatem „solą w oku” hierarchów religijnych, którzy w całej historii ludzkości zwalczali tych, którzy ośmielili się mieć inne zdanie niż oni.

Przy głębszym zrozumieniu historii ludzkości warto w pierwszej kolejności wziąć przykład z nauk Jezusa Chrystusa. Przedstawił On bowiem Szatana jako głównego sprawcę zła na świecie. „Bóg tego świata”, jak często Syn Boży określał Szatana, tak skutecznie kontroluje wiedzę o sobie samym, że nawet najwięksi uczeni w Piśmie czy tęgie głowy teologiczne nie były w stanie zrozumieć skuteczności jego potęgi oraz jego pozycji wobec ludzkości. Starali się raczej likwidować tych, którzy odkrywali jego prawdziwą rolę.

Należy w tym miejscu dodać, że jeszcze w poprzednim dwudziestym wieku duchowni największych wyznań w konfrontacji z ludźmi nauki często zachowywali się wobec nich niewłaściwie. Nie byli w stanie nawiązać kontaktu z tymi, którzy w sposób otwarty i szczerzy chcieli pomóc ludziom zrozumieć prawdziwy sens ich życia. Duchowni brali tylko pod uwagę zasady swych własnych doktryn, zapominając, że dogmatyczna postawa wobec ludzi prawie zawsze prowadzi do ich prześladowania za nowatorskie poglądy.

W konfrontacji między nauką a religią wyłania się zatem pytanie, o jakiego Boga chodzi. Czy o Ojca Niebeskiego, który jest w tak zwanym Niebie poza światem, czy o rzeczywistego „boga tego świata”? Czy duchowni głównych religii podlegają do tego stopnia wpływowi Szatana, że wykonują jego wolę? Czy od wieków nie są w stanie wyjść poza krąg swych dogmatycznych ustaleń rodem ze starożytności? Czy zdają sobie sprawę, że przez swą postawę blokują rozwój duchowy ludzkości i nie dopuszczają do zbawienia świata? Czy bakcyl siły władzy zlikwidował w nich miłość do ludzi, o której mówił Chrystus?

Według essenceizmu główna różnica między przywódcami religijnymi a naukowcami leży w ocenie funkcjonowania ludzkości oraz w odpowiedzialności za stan naszego świata. Duchowni wielkich religii głoszą najczęściej, że ich Bóg czuwa nad wszystkim, obserwuje to, co czynią ludzie i z czasem rozwiąże wszystkie nasze problemy w formie końca świata lub sądu ostatecznego. Nie muszą się zatem martwić o kondycję ludzkości, gdyż ich bóg najlepiej wie, co jest dla nas dobre, a co złe. Taka postawa zdejmuje z ludzi wiary odpowiedzialność za stan ludzkości. Przeczy ona w dużym stopniu dążeniu naukowców do poprawy warunków życia na Ziemi. Z tego widać, że nauka i jej uczestnicy głoszą coś wręcz przeciwnego niż ci, którzy czekają na akcję ze strony Boga. Ludzie nauki wiedzą dobrze, że nikt za ludzkość nie rozwiąże problemów cywilizacyjnych. To oni, a właściwie każdy z nas powinien uczestniczyć w kształtowaniu dobrych warunków do życia na Ziemi, a zwłaszcza w doprowadzeniu świata do stanu dającego szczęście każdemu człowiekowi. Niestety bez udziału ludzi wiary nie da się prawdopodobnie tego osiągnąć.

Choroba braku odpowiedzialności ze strony religii ma jeszcze dużo szerszy wymiar. Chodzi o wzięcie na siebie pełnego uczestnictwa w zbawieniu świata od zła. Porażka religii w tej misji wpływa szczególnie negatywnie na stan ludzkości. Dlatego essenceizm proponuje ludziom wiary przyjąć naukowy punkt widzenia na świat. Trzeba tak postąpić, gdyż przy połączeniu naukowego i religijnego działania obie strony mogą zrozumieć, jakiego Boga mamy w Osobie Stwórcy. Aby wesprzeć porozumienie między nauką a religią, essenceizm proponuje nowe zrozumienie Stwórcy wszechświata. Chodzi o niedogmatycznego Stwórcę w połączeniu z uwzględnieniem stanu Jego odcięcia od naszego świata z powodu istnienia zła.

Dla nauki istnieją trzy istotne problemy do rozwiązania, z którymi boryka się ona od tysięcy lat. Chodzi o problem powstania wszechświata, o zjawisko pojawienia się życia oraz o zaistnienie człowieka w środowisku przyrody. Te trzy zagadnienia wchodzą w zakres omawianej w essenceizmie propozycji rozwiązania problemów ludzkości. Wynika ona z analizy dzieła dokonanego przez Byt Pierwoistny.

Essenceizm stara się pogodzić religię i naukę lub co najmniej zbliżyć do siebie obie te dziedziny życia. W toczącej się dyskusji między dwiema omawianymi dziedzinami życia wciąż istnieją negatywne zjawiska dotyczące samej zasady funkcjonowania dialogu. Przede wszystkim jest ona wciąż mało obecna w życiu społecznym. Poszczególne wyznania czy kościoły utożsamiają się z tak zwaną Wolą Boga, zakładając w ten sposób, że reprezentują objawioną przez Niego prawdę. To natychmiast zamyka drogę do dalszej dyskusji nie tylko z nauką, ale również z innymi wyznaniami. Co prawda takie „reprezentowanie” Boga gwarantuje im trwanie na swoim stanowisku, chociaż nie prowadzi do rozwiązania żadnych problemów ludzkości, nawet tych, którymi zajmują się one same, na przykład problemu zlikwidowania zła na Ziemi. Tymczasem nauka nie musi czynić takich założeń. Może w otwarty sposób zajmować się wszystkim, co jest w kręgu jej zainteresowań, bez żadnych sztucznych barier. Może również łączyć wysiłki intelektualne całej ludzkości, zatrzymując się tylko przed barierą braku odpowiednich metod i narzędzi badawczych. Tymczasem essenceizm wykazuje, że za tą barierą może jeszcze działać religia, uzupełniając dążenia swojej konkurentki do poznania „duchowej” prawdy o wszechświecie. Aby uniknąć konfliktów z religią, nauka powinna jasno dać jej do zrozumienia, że musi mieć w swoich badaniach absolutnie wolną rękę. Nauka apeluje, aby religia jej nie przeszkadzała i nie okopywała się na pozycjach defensywnych w obronie swoich dogmatów. Jeśli Bóg rzeczywiście jest potężny i absolutny, to nie potrzeba Go bronić, gdyż jeśli dał sobie radę ze stworzeniem świata, tak i da sobie radę z obroną Swojego dzieła. Istnieje ono obiektywnie, a zatem wystarczy, że religia będzie je prezentować, a nauka badać.

Z tego wynika, że religia ma jasne pole do działania w dziedzinie badania stwórczego dzieła Boga. Może być wszędzie tam, gdzie nauka nie ma dostępu z racji założeń, które sobie postawiła. Dotyczy to przede wszystkim takiego tematu jak pierwsza przyczyna powstania wszechświata w aspekcie przyczynowości i celowości. Jednakże sam mechanizm tego zjawiska może już być polem do wspólnego badania dla obu stron bez potrzeby trwania na dotychczasowych swych stanowiskach. W kolejnej dyskusji dotyczącej powstania życia religia może śmiało eksponować swój punkt widzenia, gdyż nauka nie rozwiązała dotychczas tego problemu. Stało się bowiem jasne, że źródłowe aspekty tego zagadnienia wciąż wymykają się jej empirycznym metodom. Zatem początek życia na Ziemi pozostaje wciąż za niedostępną zasłoną, której istnienie zauważamy też przy badaniu źródłowego momentu powstania wszechświata. Podziwiamy więc zjawisko dziedziczenia życia i rozwój wszechświata, ale nie jesteśmy w stanie zajrzeć za niedostępną dla naukowców „kurtynę” Wielkiego Wybuchu. Za to religii wolno głosić, że Stwórca działa spoza kurtyny, która oddziela czasoprzestrzeń wszechświata od stanu poza czasem i przestrzenią. Zresztą religia nie stara się wcale udowadniać swoich twierdzeń, głosząc po prostu, że tak jest i koniec. Nauce trudno się z tym pogodzić, ale na razie nie może ona dać żadnej satysfakcjonującej odpowiedzi w tej sprawie. Dlatego essenceizm poszukuje kompromisowego rozwiązania.

Największym polem do współdziałania między religią a nauką jest sam człowiek. To on bowiem utworzył te dwie dziedziny życia. Zatem może się on poruszać na obu tych płaszczyznach badawczych. Dlatego żadnej ze stron dyskusji nie wolno z lekceważeniem traktować tej drugiej lub eliminować różnych hipotez pojawienia się inteligentnego człowieka. Warto przyjąć, że to nasze pojawienie się w świecie przyrody jest pasjonującym zjawiskiem dla obu punktów widzenia. Trzeba tylko znaleźć dla nich wspólny mianownik. Według essenceizmu jest nim w pierwszej kolejności duchowość człowieka, która w przypadku wiary oznacza naszą nieśmiertelną osobowość, a dla nauki jest zjawiskiem funkcjonowania umysłu w formie inteligencji, woli i uczuciowości. Następnym polem do dyskusji jest problem istnienia zła, które od zawsze niszczy osiągnięcia obu omawianych przeze mnie dziedzin. Tu religia może szczególnie podsunąć wiele wypracowanych przez siebie rozwiązań. Tymczasem nauka może tylko stwierdzić, że zło istnieje, przyznając równocześnie, że nie jest w stanie definitywnie go zlikwidować. Niestety, religia również boryka się z tym problemem, ponosząc często porażki, chociaż trafnie definiuje metody, w jaki sposób można je usunąć. Dlatego tematy dotyczące sensu istnienia ludzkości, celu przemian cywilizacyjnych oraz dążeń do wyeliminowania zła powinny być wspólną osią współdziałania obu tych dziedzin życia.

Warto w końcu zadać sobie pytanie o ocenę osiągnięć nauki w stosunku do opisywanego stwórczego dzieła Boga. Zacznę od definicji zależności między Bogiem a nami, używając pojęć z dziedziny fizyki. Z jednej strony Byt Pierwoistny - Stwórca, który z pierwoistnej energii, to znaczy z praenergii, tworzy materię, czyli stronę fizyczną człowieka. Z drugiej strony człowiek to Jego dziecko, które korzysta z tej materii, przyjmując równocześnie od swego Stwórcy najistotniejszy dar życia w postaci wiecznej osoby duchowej. Oczywiście człowiek nie jest jedynie konsumentem energii i materii. Rozwija on dalej twórcze dzieło swego Ojca. Powyższe określenia jasno wyjaśniają rolę Stwórcy wobec ludzi i ludzi wobec Niego.

Myślę, że naukowcy wyjaśnią nam kiedyś dokładniej cały mechanizm stwórczy. Świadczy o tym cały szereg odkryć naukowych, na przykład poznanie tzw. boskiej cząstki, czyli bozonu Higgsa, a także różnych stanów oddziaływań. Obecnie nauka wciąż koryguje swoje poglądy na powstanie wszechświata. W konkurencji z religią to nauka wychodzi zwycięsko wszędzie tam, gdzie jest możliwość fizycznego przeprowadzenia badań i doświadczeń oraz tam, gdzie religia niepotrzebnie próbuje wyjaśniać tajemnice wszechświata za pomocą cudów i objawień. Niestety nauka nie może udowodnić istnienia Boga, skoro jest On poza zasięgiem jej instrumentów. Z drugiej strony nie może też, z tych samych powodów, udowodnić, że Go nie ma. Te dwie dziedziny powinny z czasem zbliżyć się do siebie, ale niech na razie obie rozwijają się równolegle i ewentualnie wspierają się nawzajem.

W jaki zatem sposób nauka może wspierać religię? To wsparcie może polegać przede wszystkim na tym, że dla zrozumienia zastanej naturalnej rzeczywistości należy uwzględnić konieczność istnienia tak zwanego obserwatora. Pojawiła się bowiem taka potrzeba na przykład przy ocenie, czy nieskończenie małe porcje materii lub energii mają jeszcze strukturę korpuskularną czy falową. To ma, wbrew pozorom, podstawowe znaczenie. Chodzi o to, czy są one jeszcze energią, czy już formą materii, lub na odwrót. Ten dualizm lub nieoznaczoność pojawia się z powodu stosowania narzędzi badawczych przez człowieka, który rozstrzyga o strukturze tych bytów. To sugeruje konieczność istnienia ludzi, którzy wpływają nie tylko na ustalone zjawiska fizyczne, ale również uczestniczą w aktywnym rozstrzyganiu przebiegu różnych zjawisk, zwłaszcza w mikrofizyce. Może to również sugerować odpowiedź na pytanie, dlaczego zaistniał człowiek i dlaczego od początku istnieje Stwórczy Obserwator wszechświata, czyli Byt Pierwoistny.

Poza fizyką kwantową obserwator może być użyteczny dla zasady antropicznej, która sugeruje niezwykły i precyzyjny ład w kosmosie. Astrofizycy zauważyli, że tylko człowiek jest zdolny do oceny zjawisk w makroskali. Zatem człowiek, czyli obserwator we wszechświecie, musi sam ocenić unikalność struktur wszechrzeczy, które przy minimalnym odejściu od stabilności praw i zasad nigdy by nie zaistniały w kosmosie. Oznacza to niejako konieczność naszego istnienia, czyli fakt, że jesteśmy niezbędni we wszechświecie. Można to rozumieć w ten sposób, że cały wszechświat jest dla nas, a bez naszego finalnego istnienia nie miałby możliwości zaistnieć. Na razie ten wniosek jest zbyt daleko idący. Jednakże zasada antropiczna brana jest już pod uwagę, podobnie jak teza o Wielkim Wybuchu. Ze swej strony essenceizm sugeruje, że za obu tymi zjawiskami stoi Stwórca.

Widać zatem, że przedstawione powyżej rozumowanie zakłada istnienie Stwórcy, który pod każdym względem jest doskonały, wieczny i absolutny, to znaczy niezależny od niczego, również od czasu i od przestrzeni. Właściwie na obecnym poziomie rozwoju ludzkości inna koncepcja Stwórcy nie ma racji bytu. Sens posiada tylko doskonały, wieczny i absolutny Byt Pierwoistny, a przy tym absolutnie dobry. Nie można więc wymyślić sobie kogoś lub czegoś, co jest od Niego doskonalsze, bardziej wieczne czy bardziej doskonałe. Wszystko wskazuje na to, że Ten Stwórca pragnął przenieść Swoje cechy na człowieka.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ESSENCEISM – system badawczy dla określenia Pierwszej Przyczyny

 

 

       Istnieje też angielska wersja tej strony - www.essenceism.com -

  Essenceizm 1 - Bóg nie jest z tego świata

 Essenceizm 2 - My jesteśmy z tego świata

 Essenceizm 3 - Zło jest z tego świata

 Essenceizm 4 - Wizja nie z tego świata

 Essenceizm 5 - Wieczność nie jest z tego świata

 Essenceizm 6 - Nieprawdziwi bogowie z tego świata

     to są tytuły książek powstałych na kanwie tej strony internetowej