Czarny scenariusz dla ludzkości

Patrząc na różne wydarzenia historyczne, można odnieść wrażenie, że zło jest mocniejsze od dobra. Przykładem może być to, że już na początku dziejów ludzkości kłamstwo i zło pokonało w Ogrodzie Eden prawdę i dobro. Czyżby ludzie wywodzący się od Boga byli bezsilni wobec zła? Dlaczego Bóg nie mógł nic na to poradzić? Warto zadać jeszcze kolejne pytania. Czy tak się dzieje dalej? Czy tak się będzie dziać zawsze? Czy zło będzie stale wyprzedzać dobro? To trudne pytania, trafnie opisujące naszą rzeczywistość.

Zgodnie z pierwotną koncepcją Stwórcy dobro, jako system działania Jego praw i zasad, miało na wieki funkcjonować wśród ludzi. W Ogrodzie Eden żyli Adam i Ewa. Nie znali zła. Byli pod opieką aniołów, a za ich pośrednictwem również Boga. Byli dobrzy i niewinni. Niestety, jak się potem okazało, również nieodporni na zło. Świadczy o tym fakt, że słowa „Węża”, przeciwne do słów Boga, będące zarzewiem zła, znalazły u nich posłuch. Nie pomogło bowiem ostrzeżenie Dawcy Prawdy i Dobra przed zagrożeniem życia „po spożyciu złego owocu”.

Przypominam to, co wyjaśniałem w poprzednich rozdziałach. Bóg stworzył tylko dobro z myślą o powstaniu Królestwa Niebieskiego. Ukształtował człowieka na „Swój obraz i podobieństwo”, aby był Jego doskonałym dzieckiem znającym tylko dobro, to znaczy prawa Boże i ich działanie we wszechświecie.

Marzenie o idealnym świecie oraz niegasnąca wola życia w szczęściu, dobroci i miłości towarzyszyły nam od zawsze. Tymczasem w praktyce dzieje się inaczej. Te marzenia są stale niweczone przez zdarzenia, które nas otaczają. Niszczymy nasze szczęście i dobro przede wszystkim w sposób bezpośredni poprzez indywidualne słabości, głupotę, konflikty między poszczególnymi ludźmi i całymi narodami. Dochodzi wówczas do różnych niesprawiedliwości, krzywd, a nawet wojen, które bywają pokłosiem nienawiści i rewanżem za wyrządzone zło. Takiego świata chce właśnie przeciwnik Stwórcy, Szatan. To jego piekło. On wciąż burzy i niszczy nasze marzenia.

Szczęście i dobro potrafimy zdewastować również w sposób pośredni, próbując naprawić istniejącą sytuację. Pojawiają się bowiem różni „naprawiacze”, odnowiciele, reformatorzy, którzy obiecują zmianę na lepsze. Znajdują często wielu chętnych i wiernych zwolenników. Niestety bardzo szybko pojawiają się konflikty, działanie wbrew ludziom, na siłę, pod przymusem. Dochodzi do protestów, prześladowań, a nawet do wojen. Końcowy rezultat jest taki sam, jak niszczenie dobra w sposób bezpośredni.

Od tysięcy lat wybuchają konflikty, wojny, leje się krew. Atakują nas różni wrogowie, którzy chcą nas sobie podporządkować, a czasem nawet zabić. Co robić? Bronić się czy biernie czekać na śmierć? Walczyć ze złem czy zrezygnować z oporu? Zbroić się czy próbować negocjować z przeciwnikiem? A może prowadzić wciąż walkę, aby całkiem zniszczyć wroga? Czy każda cena za likwidację zła jest tego warta?

Czy jest jakaś najlepsza odpowiedź na te wszystkie pytania dla ludzi żyjących w piekle? Niestety, po tysiącach lat wciąż nie znamy na nie odpowiedzi. Tymczasem zło wciąż istnieje, a Szatan dalej jest „bogiem tej Ziemi”.

Zło wdarło się w życie ludzi na samym początku naszej cywilizacji i mocno jest w niej zakorzenione. Oznacza to przede wszystkim duchową obecność Szatana w naszym upadłym świecie. To również trwanie w naszej osobowości odziedziczonej od niego upadłej natury. W wyniku jej istnienia zło bez przeszkód wygrywa z dobrem, a kłamstwo jest łatwiej przyjmowane niż prawda. Równie często miłość przegrywa z nienawiścią, przebaczenie z rewanżem. Pokazuje to cała historia ludzkości. W większości przypadków ludzie w obliczu zła czują się bezsilni, gdyż wydaje się im, że wobec jego potęgi nic już nie można zrobić. Pytam drugi raz: czy zawsze tak będzie? Czy zawsze będziemy bezsilni i nieodporni na zło?

Skoro zło wraz ze swoimi mechanizmami wdarło się w naszą cywilizację, to dla dobra ludzkości należy stale przypominać zasady jego działania. To pierwszy krok, aby mu się nie poddać i nie uznać go za normalność. Skutki niedoceniania potęgi zła pochodzącego od Szatana uderzały przez wieki we wszystkich ludzi, łącznie z tymi, którzy w niego nie wierzyli. Jak dowodzi historia ludzkości, często nie zauważamy pojawiającego się w naszym życiu zła, a czasami nawet chcielibyśmy zapomnieć o jego istnieniu. W większości przypadków na początku lekceważymy jego pojawienie się, a gdy je zrozumiemy, najczęściej jest już za późno, aby powstrzymać jego rozwój. Wtedy dokonuje ono ogromnych zniszczeń, które czasami trudno naprawić. Dzieje się tak w naszym życiu osobistym, a nawet na poziomie całych narodów. Tak było na przykład w przypadku reżimów totalitarnych, takich jak hitlerowski, stalinowski, Czerwonych Khmerów i wielu innych. Niestety mechanizmy dojścia tego rodzaju zła do władzy stale się powtarzają. Wciąż miliony ludzi dają się oszukać kłamliwym obietnicom politycznych przywódców, którzy zapowiadają stworzenie sprawiedliwego i lepszego społeczeństwa, choć często za nimi stoi zły „władca tego świata”. Dlatego w całym moim opracowaniu przeprowadzam wielokrotnie analizę powstawania zła, uzmysławiam istnienie jego centrum, czyli Szatana, jak również wskazuję na skutki jego działania. Z bólem serca podkreślam, że pomimo ogromnych wysiłków ludzi Szatan wciąż utrzymuje swoje piekło w naszym świecie. Niestety ta bezsilność dotyczy również mnie. Jedyne, co mogę zrobić w tej sytuacji, to stale ostrzegać przed złem, przed jego źródłem i mechanizmami. Jeszcze raz pytam: czy zawsze tak będzie? Czy można coś zrobić wobec potęgi zła?

Wielu z nas w codziennym życiu dość łatwo odróżnia dobro od zła. Dużo trudniej rozgraniczyć je w życiu społecznym, a najtrudniej na szczytach władzy. Wygląda na to, że właśnie o to chodzi „złemu bogu naszego świata”. Zło społeczne zaczyna się, gdy wychodzi ono z ust wielkich przywódców narodów, z mównic rządowych i parlamentarnych. Mówią nam, że tworzą dobro, że wypełniają wolę narodu i że to, co robią, jest nam potrzebne. Według nich wszyscy, którzy są przeciw nim, są źli, należy ich napiętnować, a nawet usunąć ze społeczeństwa. Przez wielu przywódców, którzy chcą nami rządzić, zło jest często nazywane dobrem, a kłamstwo prawdą. Równie często towarzyszy temu zjawisku cynizm, gdyż wielu z tych, którzy to robią, wie, że rozgłaszają nieprawdę. Jednak postępują tak dla kariery, pieniędzy i innych korzyści. W ten sposób wciąż działa mechanizm zła.

Wydaje się, że upragniona przez większość ludzi uczciwa demokracja nie ma większych szans w starciu z różnymi reżimami. Zło dość często wygrywa z nią najpierw w postaci populizmu, a potem dość szybko przeradza się w różnego rodzaju totalitaryzmy i tyranie. Tak było z faszyzmem i hitleryzmem, tak też było z komunizmem i pochodnymi od niego dyktaturami. Mechanizm zła w polityce i w życiu codziennym powtarza się od tysięcy lat. Żadne doświadczenie w historii nie pozwala żywić nadziei, że ten łańcuch zła może zostać definitywnie przerwany. Kiedyś przekonał się o tym sam Jezus Chrystus, stając się jego ofiarą. Trzeba zatem ze smutkiem stwierdzić, że taka sytuacja wciąż przedłuża odwieczne cierpienia ludzkości. I na takiej właśnie sytuacji najbardziej zależy „panu tego świata”. Ponawiam pytanie: czy zawsze tak będzie?

Ludzie oczywiście pragnęli zmienić ten stan rzeczy. Przede wszystkim żyli nadzieją, że Bóg im pomoże i wszystko się zmieni na lepsze. Mijają lata, setki, tysiące lat, a żadna zmiana na lepsze się nie pojawia. Przykładem tego może być fakt, że zło na świecie po przyjściu Jezusa jest takie samo, jak było przed Jego przyjściem. Czyżby Stwórca nie mógł wybawić naszego świata od zła? Czyżby nie mógł zaingerować i zlikwidować mechanizmu zła oraz odsunąć Szatana od władzy? Niestety, wygląda na to, że On Sam nie może tego dokonać, gdyż musiałby wziąć na Siebie odpowiedzialność za powstanie zła. Nie ma więc wątpliwości, że nasze uczestnictwo w likwidacji zła i obaleniu dyktatury „pana tego świata” jest niezbędne. Trzeba pamiętać, że Bóg nie mógł zaingerować w upadek Adama i Ewy, nie mógł również, pomimo perswazji, zaingerować w zabójstwo Abla przez Kaina, a przede wszystkim nie mógł powtrzymać złych ludzi przed ukrzyżowaniem Jezusa Chrystusa. Dlatego podkreślę po raz któryś z rzędu, że Bóg nie ingeruje w zło i sam z Siebie nie może go zlikwidować, gdyż nie zna zła. Ludzkość przeszła przez tysiące lat cierpień, zbrodni, wojen oraz innych straszliwych rzeczy, a On nie mógł nic na to poradzić. Stąd wielu ludzi w ogóle w Niego nie wierzy, gdyż taki nieskuteczny i nieporadny Bóg nie ma dla nich żadnego sensu. Bardzo się z tego cieszy obecny „zły władca” ludzkości.

Tymczasem dzięki naszej pierwotnej naturze wciąż myślimy o Bogu, tęsknimy za dobrem i mamy nadzieję, że kiedyś powstanie idealny świat. To jest nasza stała odwieczna nadzieja, która pomimo upływu tysięcy lat wciąż w nas trwa. Nawet, gdy dotyka nas ogromne cierpienie, to ta nadzieja nigdy nie gaśnie. Znamiennym przykładem takiego stanu jest wiara chrześcijan, że ukrzyżowanie Jezusa ma zwycięski wydźwięk. Mimo że padł ofiarą okrutnej zbrodni, Jego śmierć i zmartwychwstanie są traktowane przez chrześcijan jak sukces. Twierdzą oni, że przez tę zbrodnię nastąpiło zbawienie świata i że tak chciał Bóg. Trudno się zatem dziwić, że takie połowiczne zwycięstwo nad Szatanem zaowocowało powstaniem chrześcijaństwa. Szkoda, że ludzka nadzieja przerodziła się w tak nie całkiem rozsądną teorię, ale właśnie na tym polega jej fenomen. Potwierdza to też wiara w ostateczną sprawiedliwość w formie końca świata i Sądu Ostatecznego. Moim zdaniem ta nadzieja to raczej dowód ludzkiej bezsilności w działaniu na rzecz likwidacji zła. Niestety ta sytuacja sprzyja dalszemu funkcjonowaniu mechanizmów zła.

Można domniemywać, że jeśli nie zmienimy naszej wizji zbawienia, to zło będzie istnieć wiecznie. Właśnie tej sytuacji dotyczy mój czarny scenariusz dla ludzkości. Gdyby się ziścił, mogłoby to być porażką dla Stwórcy. Na razie nie dopuszczam do siebie tych negatywnych myśli. Moja stała nadzieja ma swoje źródło w fakcie, że Bóg istnieje poza czasem i przestrzenią. Dla Niego tysiące lat mogą być bardzo krótkim okresem czasu. Jeśli zbawienie nastąpi za kolejne tysiące lat i ostatecznie powstanie na Ziemi Królestwo Niebieskie, to w skali wieczności cała zła przeszłość ludzkości będzie tylko niewielkim epizodem. Wtedy „piekielny” okres naszej historii będzie dla nas tylko złym wspomnieniem. Logika nakazuje więc wierzyć, że kiedyś nastąpi koniec zła.

Jeden z najbardziej czarnych scenariuszy dla ludzkości przewiduje jej zagładę w wyniku wojny z użyciem broni nuklearnej. Pewnie taka tragedia nie byłaby tylko klęską dla ludzkości, ale również dla Boga. Czy może do tego dojść, pomimo przekonania, że Stwórca nie powinien ponosić porażek? Myślę, że gdyby nastąpił taki kataklizm, to zawsze znajdzie się jakiś „Noe”, który przetrwa zagładę. Traktując Biblię jako księgę dydaktyczną, należy przyjąć, że opisana w niej historia Noego wyjaśnia, że nigdy nie dojdzie do całkowitej zagłady ludzkości.

W oczekiwaniu, że kiedyś w przyszłości skończy się zło i zapanuje wieczne dobro, towarzyszy nam jeszcze jedna nadzieja. Większość religii głosi, że po śmierci będziemy żyć w dobrym świecie duchowym. Na przykład chrześcijanie wierzą, że będą żyli w raju, który otworzył Jezus Chrystus. To nam po Nim pozostało, gdyż dzięki Niemu nasz los może zależeć od naszych wysiłków. Oznacza to, że możemy zwyciężyć zło, jeśli będziemy uczciwie żyć. Wielu żyje tą nadzieją, ponieważ wie, że nic więcej nie może zrobić. Trochę to pomaga, aby nie załamać się całkiem i dalej żyć pomimo cierpienia w złym świecie. W tę postawę wpisuje się wspomniana już wiara w koniec świata, gdyż wielu uważa, że w wyniku Sądu Ostatecznego Bóg przeniesie życie ludzi do tak zwanego nieba. Oznacza to, że któregoś dnia świat fizyczny przestanie istnieć, a pozostanie tylko dobry świat duchowy zwany Królestwem Niebieskim. W tym opracowaniu próbuję wyjaśnić niedorzeczność takiego scenariusza, choć bardzo współczuję tym, którzy żywią nadzieję na taką formę końca zła.

Są rzeczywiście momenty, w których ludzie wątpią w możliwość powstania świata pod zwierzchnictwem Boga. Zaczynają myśleć, że lepiej pogodzić się z obecną sytuacją i nie walczyć ze złem. Do skrajności dochodzi, gdy pojawia się kult Szatana. Niektórzy dzięki niemu prowadzą dobre życie w świecie pod jego panowaniem. Tak dzieje się od dawna. Są nawet tacy, którzy łączą proces zbawienia z Szatanem. Uważają, że skoro Stwórca jest wszechmocny, to kiedyś Szatan wróci do łask Bożych, a wtedy wszyscy, którzy byli mu wierni, wrócą do Boga razem z nim, a zło bezpowrotnie zaniknie. Liczą na to, że skoro Bóg stworzył Archanioła Lucyfera, to w końcu Szatan przestanie istnieć, przyjmując znów pierwotną pozytywną postać. To raczej ryzykowna filozofia. Myślę, że sataniści nic w ten sposób nie zyskają, gdyż ich wiara dotyczy istoty, której Stwórca nie miał w Swoich planach i która nie jest Jego dziełem. Szatan pojawił się w wyniku upadku w Ogrodzie Eden, który nastąpił przy udziale jego samego i ludzi. Zgodnie z koncepcją Ojca Niebieskiego ludzie od początku zajmowali wyższą pozycję w hierarchii świata duchowego niż aniołowie. A więc stawianie samego siebie na pozycji sługi złego Archanioła jest podwójnie niewłaściwe. To zresztą może dotyczyć nie tylko samych satanistów, ale również każdego człowieka.

Celem marzeń każdego z nas powinno być wyzwolenie się z obecnej sytuacji. Wówczas powinniśmy trafić do idealnego świata duchowego, porzucając na zawsze zły stan powstały na Ziemi. Zanim jednak to nastąpi, warto stale przypominać każdemu człowiekowi o przyczynach obecnej rzeczywistości. Niestety nie wszyscy orientują się w prawdziwych skutkach sytuacji, która miała miejsce na początku historii ludzkości. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że można nas porównać do więźniów zamkniętych w odizolowanym od Boga więzieniu, do którego nie dociera właściwa informacja o prawdziwym wolnym życiu. Umieramy bez właściwej wiedzy o nas samych, a po śmierci jesteśmy zdezorientowani wejściem do nieznanego nam świata duchowego. Najlepiej byłoby, aby każdy z nas po śmierci mógł dostać się w „ręce” dobrych aniołów i przy ich pomocy dokończyć swój wzrost do doskonałości. Wtedy nasze osoby duchowe mogłyby całkiem zerwać kontakt z „szatańską” Ziemią i rozpocząć nowe życie w duchowym wszechświecie pozostającym pod zwierzchnictwem Boga. Czasami myślę, że tak rzeczywiście jest, gdy kochani przez nas bliscy na zawsze znikają po swojej śmierci.

Przypomnę zatem, co rozumiem przez czarny scenariusz dla ludzkości. Twierdzę, że jeśli nie nastąpi zbawienie, to Szatan zawsze będzie naszym „bogiem”. Wtedy sataniści znajdą się na najkorzystniejszej pozycji w społeczeństwie, gdyż dla nich samych nie będzie on aż tak „czarny”. Na dodatek ten scenariusz nie jest taki nieprawdopodobny. Mamy przecież za sobą wiele tysięcy lat „szatańskiej cywilizacji”, a na horyzoncie wciąż nie pojawia się „biały” scenariusz.

Być może taki, a nie inny początek ludzkości definitywnie i na zawsze ukształtował naszą ułomną cywilizację. Przed pojawieniem się Jezusa liczne próby naprawiania zła przez postacie Starego Testamentu kończyły się często niepowodzeniami. Wciąż jednak były ponawiane, czasem nawet wbrew logice, gdyż ludzie tamtych czasów mieli nadzieję, że zło powinno się kiedyś skończyć, by mogło zapanować samo dobro. Ogłoszenie przez chrześcijan zwycięstwa Jezusa, pomimo że było tylko duchowe, jest dowodem ogromnego pragnienia ludzi, aby zło zostało zwyciężone. Tymczasem, jeżeli taka niebywała okazja na pełne zbawienie, jaka miała miejsce za czasów Jezusa, nie została wykorzystana, to naprawdę można mieć czarne myśli o przyszłym zbawieniu ludzkości. Być może jedynym możliwym rozwiązaniem jest wspomniane zbawienie duchowe, czyli odkupienie dokonane przez Jezusa Chrystusa. Dzięki Niemu powstał bowiem świat duchowy pozbawiony wpływów Szatana. Na razie to rozwiązanie musi ludziom wystarczyć, aby umożliwić im ewentualne dojście do doskonałości w przyszłym życiu. Pomimo że mi się to nie podoba, to muszę stwierdzić, że może mieć ono charakter ostateczny i że tak już będzie na zawsze.

Na razie ludzkość czeka bezrefleksyjnie na zbawienie, którego ma dokonać sam Bóg, choć w tym opracowaniu wykazuję, że jest to nielogiczne. Ludzie nie dopuszczają do siebie myśli, że może ono nigdy nie nastąpić, a zło będzie trwało na wieki. Jeśli dalej będziemy tacy bierni i ślepi na logiczne wnioski wynikające z praw i zasad pochodzących od Stwórcy, to rzeczywiście czeka nas wieczne piekło na Ziemi. Niestety trzeba to wziąć pod uwagę. Licząc od najdawniejszych czasów, niczego się nie nauczyliśmy w oparciu o doświadczenia pokoleń. Aż prosi się powtórzyć popularne powiedzenie: czarno to widzę.

Nie chcę w tym rozdziale pozostawać przy czarnym scenariuszu, choć taki jest jego tytuł. Na fakt wiecznego panowania Szatana nie wyraża zgody moja pierwotna natura, choć jest ona zagłuszana przez tę złą, upadłą. Dobra natura zawsze marzy o idealnym świecie, podczas gdy ta zła każe nam twardo „stąpać” po upadłej ziemi. W tym stanie wewnętrznego rozdarcia spowodowanego współistnieniem obu tych natur nie da się żyć przez całą wieczność. Któraś z nich musi ostatecznie zwyciężyć i wypełnić całą naszą osobowość. Tą zwycięską nie powinna być natura upadła, gdyż wtedy nie miałby żadnego sensu opisany w tym opracowaniu dokonały Byt Pierwoistny, Źródło pierwotnej natury. Tylko całkowite wyeliminowanie upadłej natury, zaniknięcie zła, czyli zwycięstwo dobra, ma sens w świetle tego, o czym pisałem w niniejszej publikacji. Tym tematem zajmę się w części dotyczącej zbawieni.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ESSENCEISM – system badawczy dla określenia Pierwszej Przyczyny

 

 

       Istnieje też angielska wersja tej strony - www.essenceism.com -

                                                      

 Essenceizm 1 - Bóg nie jest z tego świata

 “Essenceizm 2 - My jesteśmy z tego świata

 “Essenceizm 3 - Zło jest z tego świata

 “Essenceizm 4 - Wizja nie z tego świata

 “Essenceizm 5 - Wieczność nie jest z tego świata

     to są tytuły książek powstałych na kanwie tej strony internetowej